O warsztatach „Ja somatyczne”. Zacznę od krytyki. Krytykuję wszelki praktyki medytacji dynamicznych o 7 rano 🙂 Ja się nie zgadzam. Miałam  spać o tej porze a nie skakać i się męczyć , to nie tak miało być 🙂 Teraz na poważnie. Uważam, zauważam i doświadczam, że właśnie taka forma warsztatów jest dla mnie wyjątkowo dobra ponieważ :
1. Sam fakt wyjechania z codzienności dla mnie jako osoby współuzależnionej daje mi miejsce i czas na zajęcie się sobą, co w codzienności jest dla mnie trudne. Mogę doświadczać, że zajmować się sobą jest dobre, a świat się nie zawalił .
...Więcej2. Zerwanie z rutyną zachowań wspomagało drogę do zerwania z rutyną nieuważności, jazdy na autopilocie.
3. Ważne dla mnie było, że nie dało się rozgrzebywać tematu sprzed chwili, bo kolejne ćwiczenia zmuszały do patrzenia w to co teraz a nie co było . Był czas na refleksje ale nie było czasu na wkręcenie się w analizę.
4. Wszystkie doświadczenia , to co robiłam , dotykałam, czułam , słyszałam a nie ktoś mi o tym opowiadał albo tłumaczył powodowały , że czułam  realne zmiany, byłam w kontakcie ze sobą tak, jak nie wyobrażałam sobie, że można być . Mój oddech się zmienił, moje poczucie gruntu się zmieniło, kontakt z własnym ciałem, jestem wewnętrznie dużo spokojniejsza . Jakbym miała więcej przestrzeni w ciele, jest mi w nim wygodniej.
5. Miałam poczucie, że od rana każda chwila zajęć przygotowuje mnie do popołudniowej pracy z oddechem. Kiedy przychodził czas na własną pracą miałam poczucie bezpieczeństwa, byłam gotowa, ufałam. Ponieważ równocześnie pracowała cała grupa nie czułam się onieśmielona, skrępowana, stremowana czy zawstydzona. W końcu wszyscy zachowywali się jak szaleńcy 🙂
6. Czas był poszanowany, ale presji czasu nie było. Ramy czasowe kolejnych ćwiczeń, plan dnia , dla mnie idealnie.
7. Skomasowanie, intensywność , wypełnienie , sytość. Kończyłam warsztaty z poczuciem dobrze wykonanej roboty, najlepiej jak potrafiłam i przygotowana do powrotu do codziennego świata. Miałam poczucie, ze dostałam dokładnie tyle ile potrzebowałam. Byłam dla kogoś ważna, ktoś był ważny dla mnie. Dawałam i brałam. Równowaga . Pewność . Brak objawów wewnętrznej szarpaniny 🙂
8.  Te warsztaty w moim odczuciu popchnęły mnie w terapii o lata świetlne. Moim zdaniem dopełniły i dały mi doświadczyć, czegoś co na grupie terapeutycznej można omawiać , przedstawiać czy przybliżać. Grupa jest bardzo ważna dla mnie ale praca z ciałem i poprzez ciało nadała temu spójność , uzupełniła, rozwinęła. Taki efekt domina, co chwilę doznaję takiego  małego oświecenia „ach, wszystko jasne”.
9. Nie wiem jak to zgrabnie opisać. Praca u podstaw- tak odebrałam te warsztaty. Nie siedziałam wcześniej z założonymi rękami, starałam się bardzo, byłam systematyczna a jednak coś mi brakowało. Jakby zmiany po części „ wisiały w powietrzu”.  Teraz mam poczucie, że wraz ze mną się ukorzeniły. Ja już nie pamiętam jaka byłam wcześniej. Teraz jestem taka i to najlepsza wersja mnie jaką poznałam.
10. Pod koniec każdego roku wybieramy z mężem hasło na nadchodzący rok. Był rok dzieci, domu, pieniędzy… Hasło na rok 2017 brzmiało „ tera, kurwa! My”. I stało się światło.
11. Kiedy wróciliśmy do domu, zaskoczyła nas jego atmosfera. Jakbyśmy wrócili ze szpitala z nowo narodzonymi dziećmi. W domu panował spokój, harmonia i miłość.